Homilia bpa Jerzego Mazura na pogrzebie śp. O. Janusza Walerowskiego         Rz 6,3-4, 8-9;  J 6,37 - 40. 

W uroczystość Objawienia Pańskiego, Kościół raduje się, gdyż wszystkim narodom ukazała się „światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka” (J 1,9). Kiedy świętujemy przyjście odwiecznego Słowa Ojca w chwale i dla zbawienia wszystkich ludów i narodów, kiedy słyszymy, że Mędrcy ze Wschodu przybyli do Betlejem „znaleźli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon”(Mt 2,11), Bóg powołuje swojego sługę, misjonarza o. Janusza Walerowskiego do siebie.
Dla nas wszystkich informacja o jego nagłej śmierci była wielkim zaskoczeniem.
Wielu z nas zadaje pytanie, dlaczego taki młody kapłan, potrzebny we wspólnocie parafialnej, wspólnocie werbistowskiej, umiera. Odpowiedź jest jedna: Bóg zabiera człowieka w najlepszym dla niego momencie, w najlepszym momencie, determinującym wejście do Królestwa Bożego, do Domu Ojca. I ta pewność powinna nam dzisiaj towarzyszyć i stanowić odpowiedź na nasze pytania. Śmierć dla człowieka wierzącego jest powołaniem do prawdziwego życia, nowego życia, którym jest Jezus, zapowiadający uczniom: „Ja jestem Życiem”. Ten Chrystus upewnia nas: „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł żyć będzie”. Dzisiaj, stojąc nad trumną śp. o. Janusza, jesteśmy poruszeni jego nagłą śmiercią, ale powtarzamy za Chrystusem: „Ojcze Januszu będziesz żył”. Taka jest nasza wiara i ufamy w to.
 Ta nagła śmierć jest także dla nas wszystkich nauką i przestrogą, że powinniśmy być zawsze przygotowani na spotkanie z Panem. Jak zauważył kard. Leon Joseph Suenens: „chrześcijanin musi być w każdej chwili gotów na dwie rzeczy: na przyjęcie komunii świętej i na śmierć”.
 
„Człowieku współczesny daj się prowadzić za rękę Dziecięciu z Betlejem” – to przesłanie skierował papież Benedykt XVI kilka lat temu w czasie świąt Bożego Narodzenia do wszystkich ludzi świata. Dzisiaj, kiedy stoimy nad trumną naszego brata, kapłana Janusza i śledzimy jego życie to możemy powiedzieć, że całe jego życie zamykało się w słowach „Jezu, ufam Tobie”. Przez całe życie dał się prowadzić za rękę Dziecięciu z Betlejem, dał się prowadzić Chrystusowi.
Gdy się urodził 24 maja 1962 r. w Nowej Rudzie w diec. Wrocławskiej,  jak to często bywa przy urodzeniu dziecka, zadawano pytania – „kimże będzie to dziecię?” Pytanie, które padło po narodzeniu św. Jana Chrzciciela było zapewne również pytaniem rodziców Janusza – Antoniego i Krystyny, pytaniem krewnych – „Kimże będzie to dziecię?”. Całe jego życie daje nam odpowiedź no to pytanie.
Został ochrzczony w kościele parafialnym. Jak słyszeliśmy w dzisiejszym Słowie Bożym: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Jezusa Chrystusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,3-9). Tam, przy chrzcielnicy w sakramencie chrztu św. został zanurzony w śmierć Chrystusa, otrzymał nowe życie, życie zjednoczone z Chrystusem Zmartwychwstałym. Wielokrotnie przebywając w kościele chrztu mógłby wyznać za bł. Janem Pawłem II: „Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do łaski Bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła”.
Ta wiara ukazywała mu, że Bóg jest mocniejszy od śmierci i dawała  mu nadzieję życia wiecznego oraz moc czynienia dobra dla każdego człowieka. Wierzymy, że dziś raduje się oglądaniem Boga twarzą w twarz. A wszystko miało swój początek w sakramencie chrztu świętego.
Pochodził z rodziny bardzo katolickiej. Jak wspaniałą atmosferę miłości, wiary w domu rodzinnym tworzyli rodzice: zmarły już ojciec Antoni i obecna z nami matka Krystyna, że Bóg dwóch synów powołał do kapłaństwa. Obecny z nami jego brat Andrzej, pełni posługę w diecezji świednickiej.
Od momentu chrztu św., śp. Janusz wzrastał w wierze, która stała się podstawą wszelkiego dobra przez całe jego życie. Ta wiara pomogła mu odpowiedzieć pozytywnie, kiedy Chrystus wypowiadając do niego słowa „Pójdź za Mną” obdarzył go powołaniem kapłańsko–zakonno-misyjnym.  Poszedł za głosem powołania zostawiając wszystko i zawierzył siebie Bogu. Złożył całą ufność w Bogu, wstępując do Zgromadzenia Słowa Bożego
01 września 1982 roku. Nowicjat przeżywał w Chludowie pod Poznaniem i po ukończeniu złożył pierwsze ślubny zakonne 8 września 1983 roku w Nysie, następnie zaś rozpoczął studia z zakresu filozofii. Po dwóch latach wraz z  kolegami kursowymi dalszą formację odbywał w Pieniężnie na Warmię. Tutaj spotkaliśmy się, kiedy śp. o. Janusz był po pierwszej teologii. Przez ostatnie trzy lata do święceń kapłańskich towarzyszyłem mu w formacji, jako prefekt. Śluby wieczyste złożył 8 września 1988 roku a święcenia kapłańskie przyjął z rąk abpa Damiana Zimonia 30 kwietnia 1989 roku wraz z 17 współbraćmi w Pieniężnie.
Przed ślubami wieczystymi, jako prefekt taką opinię o nim napisałem: „Bardzo dobrze realizuje swoje powołanie zakonno-misyjne i wiele czasu poświęca na modlitwę. Angażuje się w prace wspólnotowe i dobrze wykonuje powierzone mu obowiązki a przy tym jest człowiekiem z inicjatywą. Umie łączyć pracę, naukę i modlitwę. Jest człowiekiem odpowiedzialnym, prostolinijnym, szczerym, zdolnym, a zarazem pracowitym, zachowującym pogodę ducha mimo przeciwności. Polecam do ślubów wieczystych”. Dzisiaj także się pod nią podpisuję, bo dobrze wykonywał swoje obowiązki w posłudze kapłańskiej i zakonnej także tutaj w Kleosinie wykazał się wieloma inicjatywami, odpowiedzialnością, pracowitością i modlitwą.
W dniu święceń kapłańskich właściwie odczytał, do jakiej misji Bóg wybrał go i posyła. Jako kapłan Chrystusowy wiedział, że pragnieniem Boga jest, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni. Jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: „Jest wolą tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym” (J 6,38). 
Po święceniach kapłańskich pracował jako wikariusz w parafii Podwyższenia Krzyża w Olecku, gdzie proboszczem był ks. prał. Stanisław Tabaka. Po dwóch latach pracy wikariuszowskiej został skierowany przez władze zakonne na studia specjalistyczne z misjologii do St. Augustin w Niemczech. Po ukończeniu licencjatu w 1994 roku powrócił do Polski i został oddelegowany do pracy w Wydawnictwie Księży Werbistów Verbinum w Warszawie. Od 1995 do 2001 przez dwie kadencje pełnił funkcję  przełożonego Domu Misyjnego Ducha Świętego w Warszawie. W tym czasie angażował się w animację misyjną i pracę katechetyczną. Po zakończeniu pracy w Warszawie został wybrany przełożonym Domu Misyjnego św. Kazimierza w Kleosinie i tę funkcję pełnił od 2001 do 2007 roku.
Kiedy 1 sierpnia 2002 roku abp Wojciech Ziemba erygował parafię pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Kleosinie; jej pierwszym proboszczem i budowniczym kościoła został o. Janusz Walerowski (od 1 października 2002). Czego tutaj wspólnie dokonaliście, jest widoczne i zapewne parafianie jeszcze wypowiedzą.
  Ojciec Janusz został także mianowany dekretem arcybiskupa białostockiego z 31 października 2005 r. członkiem Komisji Ekumenicznej Archidiecezji Białostockiej;
Takie świadectwo o nim daje jego współbrat kursowy: „Kiedy wspominam Janusza Walerowskiego, kursowego kolegę z lat seminaryjnych widzę w pamięci  jego postać jako osoby bardzo solidnie i rzeczowo realizującej do końca podjęte zadania, czy małe czy wielkie, całym sercem. To dlatego znalazł zaufanie większości w tamtym czasie i został wybrany przez nas na ważną i niełatwą funkcję seniora pracy w całym dużym Pieniężnieńskim domu.
Zgromadzenie było jego miejscem, które czuł, jako swoje od samego początku. Myślę, że ta dojrzałość wyraziła się w decyzji przyjęcia jako swojej zaraz po święceniach i już na zawsze misji pracy w Polsce. Jego dojrzałość, otwartość, oddanie i misyjność znalazła ostatecznie dopełnienie w przyjęciu od razu niełatwej propozycji tworzenia całkiem nowej wspólnoty, a zarazem budowy nowej świątyni w Białymstoku w niełatwym ekonomicznie dla Polski czasie”.

Jakże piękne i wymowne są słowa św. O. Pio wypisane na obrazku prymicyjnym przez śp o. Janusza.
„Moją przeszłość – Twemu miłosierdziu.
Moją teraźniejszość – Twojej miłości.
Moją przyszłość – Twojej Opatrzności powierzam Panie” (o. Pio)
Te słowa wybrał sobie jako motto swojego życia kapłańskiego, zakonnego i misyjnego. Swoją przeszłość zanurzał w Bożym miłosierdziu powtarzając słowa: „Jezu, ufam Tobie”. Te słowa jeszcze dobitniej przemawiają, bo ostatnie lata przeżywał w mieście miłosierdzia, w mieście bł. ks. Michała Sopoćki. Pragnął we wszystkim czynić miłość i być świadkiem miłości miłosiernej. Tego jeszcze bardziej uczył się od patronki parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która pragnęła być miłością w sercu Kościoła. Mówiła: „Moim powołaniem jest Miłość. W sercu Kościoła będę Miłością i w ten sposób będę wszystkim”. I zapewne teraz powtórzyłby nam jej inne słowa: „To nie śmierć bierze mnie w swe ramiona, lecz sam Bóg”.
Jako uczeń Chrystusa i Jego kapłan zdążał do świętości i pragnieniem jego było Królestwo Boże, dlatego całą swoją przyszłość zawierzył Bożej Opatrzności i pragnął pełnić Jego wolę.  
W obliczu śmierci każdego kapłana brzmią znacząco słowa modlitwy św. Ambrożego z Mediolanu: „Panie nie płaczę, że mi go zabrałeś, ale dziękuję Ci za to, że mi go dałeś”. Dzisiaj pragniemy Ci o. Januszu podziękować, za Twoje kapłańskie serce, dobre i kochające, jak mówią współbracia i parafianie.
Dziękujemy Ci za Twoje kapłańskie usta, głoszące słowo Boże, słowo Prawdy a także upominające oraz ukazujące drogę do nieba, do Domu Ojca.
Dziękujemy za Twoje kapłańskie ręce rozgrzeszające, rozdzielające Ciało Chrystusa i błogosławiące.
Dziękujemy Ci za Twoje świadectwo w całej posłudze kapłańskiej, zakonnej i misyjnej. 

Gromadzimy się tutaj jako chrześcijanie i nie zatrzymujemy się tylko na śmierci, ale wyznajemy naszą wiarę w Chrystusa Zmartwychwstałego i nasze zmartwychwstanie. „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”. Jako zmartwychwstały staje przed nami i powtarza do nas słowa: „Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem”.
 Rosyjski starzec Serafin (+1833), który pozdrawiał ludzi słowami: „Radością moją jest Chrystus Zmartwychwstały”  powiedział pewnego dnia do ludzi, którzy go tłumnie odwiedzali i już za jego życia czcili jak świętego:
„Gdy mnie już nie będzie, po mojej śmierci przyjdźcie wszyscy, proszę, na mój grób.
Przyjdźcie tu, ilekroć znajdziecie na to czas!
Przyjdźcie, aby zrzucić z westchnieniem ulgi wszystkie troski i opowiedzieć mi wszystko: wszystko, co wam leży na sercu, wszystko, co was przygniata, wszystko, co was przygnębia, wszystko, co was przyprawia o ból głowy.
Klęknijcie u mego grobu i powiedzcie mi to wszystko, jak gdybym żył jeszcze wśród was. I ja usłyszę.
Bądźcie pewni, że troski szybko oddalą się od was, że po prostu odfruną jak ptaki i że wszystko odmieni się na dobre.
Dla was jeszcze żyję i dla was żyć będę na wieki!”
Wasz duszpasterz pozostaje z wami, zostanie pochowany przy kościele, który razem budowaliście. Odwiedzajcie jego grób. On dla was żyje na wieki. Niech słowa, które głosił z mocą, świadectwo życia dodają wam odwagi, mądrości, cierpliwości, nadziei… Niech będą drogowskazem na waszej drodze, światłem wskazującym drogę jak latarnia morska w ciemnościach i w czasie burzy. Mówi do was: „Nie lękajcie się być świętymi”. Ta droga zaprowadzi Was do Domu Ojca, gdzie On na nas czeka.

Nabożeństwa

Sprawdź godziny Mszy Świętych

Zobacz

Intencje parafialne

Konto budowy Kościoła

Budujemy nowy Kościół Parafialny w Kleosinie.

Zobacz