Św. Teresa od Dzieciątka Jezus – 1 października 2016 r.
Podaruj nam jedną różę – homilia w Kleosinie, odpust


Było to w Irkucku, na Syberii, we wrześniu 1998 r., w piękne piątkowe popołudnie. Wyczekiwaliśmy tego dnia od dłuższego czasu. Spodziewaliśmy się niezwykłego Gościa. Oto z Magadanu nad Mo-rzem Ochockim przylecieć miała odrzutowym samolotem do Irkucka św. Teresa od Dzieciatka Jezus. Ileż było radości! Wszyscy czekający na przybycie św. Teresy przynieśli ze sobą czerwone róże. A potem ustawiły się długie kolejki, żeby się pomodlić, ucałować relikwiarz, położyć na nim róże i zabrać je do domu jak najcenniejszy dar. Wielu tych ludzi przyjechało z daleka. Musieli pokonać 300, 600 kilometrów. Przybyli właśnie do tej Świętej. Wspominam o tym dlatego, że były to najpiękniejsze dni mojego wieloletniego pobytu na Syberii. W postaci św. Teresy ujmowała mnie zawsze jej prostota, zaufanie oraz bezgraniczna miłość do Jezusa.
Święta Tereso, pozwolę sobie powtórzyć Twoje słowa: Mam powołanie, by być Apostołem... Chciałabym przemierzać świat, głosząc Twoje imię i postawić na ziemi niewiernych Twój zwycięski Krzyż. Dzięki Bogu, spełniło się. Od 1994 r. św. Teresa w swoich relikwiach przemierzała świat. Można powiedzieć, że była to wielka podróż misyjna. Odwiedziła ponad 170 wspólnot zakonnych, objechała Belgię, Luksemburg, Niemcy, Włochy, by w 1997 r. dotrzeć na Świa-towe Dni Młodzieży w Paryżu. Po 19 października tegoż roku, kiedy to Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił ją Doktorem Kościoła, przedłu-żała swoją wędrówkę do Szwajcarii, Austrii, Holandii i Rosji. I chociaż rosyjscy celnicy nie chcieli wpuścić jej relikwiarza na lotnisko w Moskwie, to jednak po interwencji ambasadorów Gwatemali oraz Brazylii uzyskano zgodę. Z Moskwy wędrowała do Sankt Petersburga, aż na Syberię po Władywostok i Magadan. I dalej do Argentyny, Meksyku i Irlandii. Leciała wojskowym śmigłowcem, była niesiona przez młodzież, kapłanów, seminarzystów, na ramionach żołnierzy. Leciała między ogromnymi drapaczami chmur Ameryki Północnej, nad lichymi chatkami Syberii, nad spaloną ziemią Bośni oraz Hercegowiny. Dotarła do Kanady, Australii, a także na wyspy Polinezji, Oceanii, na Filipiny w Azji oraz do Libanu, Iraku i Hiszpanii. Mój Boże, przecież to cały świat!
Księża biskupi z Brazylii napisali: Teresa przeszła między ludem jak misjonarz, przyciągając tłumy do Jezusa i wzbudzając wiarę wśród wielu obojętnych. Zapowiadany przez Nią różany deszcz to była obfitość otrzymanych łask Bożych.
Święta Tereso, kim byłaś? – zapyta niejeden z nas. Żyłaś tylko 24 lata. Od 15. roku życia byłaś w Karmelu odcięta od świata. Co chcesz nam przekazać; nam żyjącym w objęciach XXI wieku, w trudnym czasie nihilizmu, relatywizmu, rozchwianej moralności, rozpasanej konsumpcji; nam żyjących tak, jak gdyby Boga nie było?
Twoje życie było proste, ukryte i niezbyt długie. Może nawet Twoje siostry myślały, że umierająca na gruźlicę w klasztorze w Li-sieux staniesz się cieniem odchodzącym w niepamięć, choć zapisana gdzieś w Bożej Księdze Życia. Jednak Bóg chciał inaczej.
Już papież Pius X, który rozpoczynał twój proces kanonizacyjny, przepowiedział, że będziesz największą świętą nowych czasów. A jego następca Ojciec Święty Pius XI, wynosząc Cię na ołtarze, powiedział o Tobie: gwiazda mojego pontyfikatu i huragan chwały. A później w 1937 roku kardynał Pacelli, późniejszy papież Pius XII, konsekrując bazylikę w Lisieux, nazwał Cię małym tabernakulum żywego Boga. Wówczas nikt nie przypuszczał, że właśnie Ty staniesz się jedną z najbardziej znanych i kochanych świętych Kościoła katolickiego, że zostaniesz patronką misji i że Kościół nada Ci tytuł Doktora, czyli na-uczyciela wiary katolickiej.
No właśnie. Wielu się zastanawia, czy owa towarzysząca Ci chwała nie jest jakimś nieporozumieniem. Czy taka młoda dziewczyna, choć odważna, pełna uśmiechu, mogła ukazać prostą i pewną drogę do świętości? Wielu takie wątpliwości miało, bo przecież obaliłaś pogląd, że świętość przeznaczona jest tylko dla tytanów i herosów życia duchowego. Pokazałaś, że świętość zdobywa się także w małych ludzkich sprawach, niepozornych jak płatki róż sypane przez dzieci przed Najświętszym Sakramentem. I nie było to rzecz bagatelna, bo-wiem już przed Twoją kanonizacją zarejestrowano ponad 4 tysiące cudów, nie mówiąc o tych nieznanych. I choć może niektórzy Twoją świętość uważali za lukrowatą bajkę dla małych dzieci, przyjmowaną także przez dorosłych stawiających w domach Twoje figurki, na któ-rych trzymasz krzyż przykryty wiązanką róż, to jednak okazało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Poddawano Twoją świętość wielu analizom psychologicznym, socjologicznym, dokładnie rekonstruowano twój żywot, wszystkie wydarzenia życia duchowego, pamiętniki, listy. I okazało się, że nie mogą one zburzyć odczucia ludu chrześcijańskiego. Pojmując głębię Twojej wiary i doświadczenie Boga, podobnie jak św. Franciszka, Kościół uznał Cię za świętą. Można powiedzieć, świętą powszechną dla świata zachodniego, ale jesteś także czczona w Ko-ściele wschodnim oraz szanowana przez niechrześcijan. Taka była wola samego Jezusa, którego wskazywałaś w żłóbku oraz na krzyżu. Twoje imię jest związane z Dzieciątkiem Jezus, a krzyż trzymasz zawsze na rękach. Już Bernanos, szukając klucza do twoich myśli, pisał, że niesiesz przesłanie – jedno z najbardziej tajemniczych, jakie człowiek otrzymał od Boga. Czynisz to także dzisiaj, gdy totalitarni półbogowie miotają wszędzie śmiercionośną broń, świat umiera z powodu braku świadomości dziecięctwa Bożego. To my, którzy – jak często bywa – żywimy tak wiele niechęci wobec najbliższych, jesteśmy przecież dla siebie dziećmi Bożymi.
Tę prawdę o św. Teresie wyraził także wybitny francuski pisarz, Jean Guitton i ukazał jej postawę odpowiednią na dzisiejsze czasy: jest współczesna jak my aż do poczucia trwogi istnienia, aż do do-świadczenia radykalnego, wszechobejmującego zwątpienia, aż do (...) smaku nicości, który dane było Teresie poczuć w ostatnich latach ży-cia, w umieraniu okrutniejszym niż sama śmierć.
Święta Tereso, pragnęłaś jednego – kochać Jezusa i innych ludzi. Miłość Chrystusa była kluczem Twojego życia. Miłość wobec bólu i ciemności duchowej. Wiedziałaś, że Bóg jest miłością: kto trwa w mi-łości, trwa w Bogu (1 J 4, 16). Twój pobyt na ziemi od dzieciństwa naznaczony był cierpieniem, poczynając od śmierci Twojego rodzeń-stwa i Twojej matki. Przyjmowałaś cierpienie i ofiarowałaś je w in-tencji grzeszników: biegnę do mego Jezusa i mówię Mu, że jestem go-towa wylać ostatnią kroplę krwi, aby zaświadczyć o istnieniu nieba. Mówię Mu, że cieszę się […], iż jestem pozbawiona możności rado-wania się niebem na ziemi, jeżeli tylko On otworzy to niebo na wiecz-ność dla biednych grzeszników.
Znane jest zapewne wydarzenie z życia Świętej związane z wielkim zbrodniarzem Henrim Pranzinim, który za wielokrotne mor-derstwa został skazany na karę śmierci. Właśnie ona, św. Teresa, za-częła się za niego modlić. I stało się coś, co może być tylko cudem. Otóż 31 sierpnia 1887 r. stojąc na szafocie, tuż przed wykonaniem wyroku, zbrodniarz uchwycił krzyż niesiony przez kapłana i trzykrot-nie ucałował święte rany Chrystusa. Gdy wcześniej nie chciał przystą-pić do spowiedzi, nie chciał pogodzić się z Bogiem, uważano, że jest godny potępienia. Jednak cichy szept modlitwy św. Teresy sprawił, że nastąpiła przemiana zbuntowanego serca. I jak pisze św. Teresa: Póź-niej dusza jego odeszła, by otrzymać werdykt miłosierdzia u Tego, któ-ry oświadcza, iż w Niebie będzie większa radość z jednego nawróco-nego grzesznika, niż z 99 sprawiedliwych, którzy nie potrzebują na-wrócenia! (Rps A 46r). Tak, święta Tereso, bo głęboko byłaś przeko-nana, że trwają wiara, nadzieja i miłość, te trzy, z nich zaś największa jest miłość (1 Kor 13,13).
Postać i geniusz św. Teresy okazują się czymś wielkim, bowiem nam ludziom czasu postmodernizmu, zagubionym w iluzorycznych propozycjach świata ukazują drogę od łaski Bożego Narodzenia do łaski ukrzyżowania. Od Betlejem do Golgoty. Te myśli podejmie po wielu latach jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku Hans Urs Von Balthasar: Bóg jest tak bardzo życiem (miłością), że może sobie pozwolić na to, by być umarłym – napisze. I właśnie z głębi tej tajem-nicy wyłania się nadzwyczajna, „święta” mądrość Teresy, Doktora Kościoła. Uczy nas, że aby pojąć nadprzyrodzony cel cierpienia, trzeba go rozumieć według Boskiej woli i miary. Żadna inna miara nie wystarczy. Ani „łez padół“, ani „deszcz różany” nie pomogą, bowiem życie nie jest ani jednym, ani drugim. Bóg nie stworzył bólu, jest on następstwem grzechu. Ale Bóg za sprawą miłosierdzia i dzięki Wszechmocnej Miłości stał się Dzieckiem, a potem umarł i zmar-twychwstał, by ocalić wszystkie Swoje dzieci. W życiu i pismach świętej Teresy na ukazywany przez Nią żłóbek Jezusa pada cień Chrystusowego krzyża, który dzięki Wielkiej Nocy stanie się blaskiem Zmartwychwstania. To są wspaniałe filary jej nauczania, które nam zostawiła.
Mimo że była prostą siostrą zakonną i nie znała się na poważnej teologii, to Jan Paweł II 19 października 1997 r. nadał jej tytuł Doktora Kościoła. W uzasadnieniu kanonizacyjnym Papież stwierdził, że dzięki działaniu Ducha Świętego otrzymała dla siebie i dla innych doskonałe zrozumienie objawienia Bożego. Jak mówił Ojciec Święty: w jej pismach możemy odnaleźć samą istotę objawienia w bardzo nowa-torskiej wizji. Kochać Jezusa i uczyć innych Go kochać – to było naj-większe pragnienie poparte bezgranicznym zaufaniem Jezusowi. Być miłością i być w sercu Kościoła. Jest to wspaniałe przesłanie dla no-wego, czyli naszego tysiąclecia.
Być dzieckiem przed Bogiem, ale nie w znaczeniu postawy in-fantylnej czy bezczelnej. Jezus, stawiając dziecko przed uczniami, chciał nam ukazać, że wstęp do królestwa niebieskiego mają także słabi i pogardzani, którzy według ludzkich kategorii nie liczą się w społeczeństwie. Ona, uważając się za dziecko Boże, była pełna auten-tycznego, dziecięcego zaufania i mogła wołać do Boga: Abba, Ojcze, Tatusiu (Ga 4,6). Ta jej postawa jest daleka od udawania i sztuczności.
Obraz Boga w genialnie prostym spojrzeniu św. Teresy odbiega od (popularnego w jej czasach) jansenistycznego obrazu Boga pełnego zimnego dystansu. Tu Stwórca jest miłosiernym Ojcem. To właśnie św. Teresa przywraca Kościołowi tę ewangeliczną optykę widzenia Boga.
I choć nazywamy ją małą świętą Tereską, jest to wyrazem naszej ku niej miłości. Te słowa nie są prześmiewcze, bowiem św. Teresa jest duchowym olbrzymem. Chorując, gdy pluła krwią i doświadczała pustki duchowej – jak mówimy nocy ciemności – mogła jednak wołać razem z Ukrzyżowanym: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił[…]. Dodawała także: O Jezu, moja miłości, wreszcie odkryłam moje powołanie. Moim powołaniem jest Miłość! W Sercu Kościoła będę Miłością i w ten sposób będę wszystkim. Przyszłam ratować dusze, a przede wszystkim modlić się za kapłanów. […] chociaż ich wzniosła godność wynosi ich ponad aniołów, to jednak pozostają ludźmi słabymi i ułomnymi.
Najdrożsi Siostry i Bracia, oto Wasza Patronka, patronka tej pa-rafii. Winniśmy być dumni, że taka Święta oręduje za nami u Boga.        W naszym świecie pełnym nienawiści, jak mówi się dzisiaj, hejtu, zjadliwego jazgotu telewizji, radia, prasy, internetu, aktów terrory-stycznych, wojen, takie właśnie spojrzenie na Boga i na drugiego człowieka – pełne życzliwości, łagodności, przebaczenia i modlitwy –jest najwspanialszym wyrazem kultu Bożego miłosierdzia, miłosiernej miłości Boga. Św. Teresa z Lisieux wciąż uczy nas tej miłości, chcąc rozpalić jej płomień w każdym człowieku.
Uśmiechnięta i kochana święta Tereso, uproś u Boga każdemu z nas jedną różę – tę łaskę, której na imię Boże miłosierdzie. Nie ocze-kujemy od Ciebie niczego więcej, bo w ostatecznym rachunku naszego życia tylko ono się liczy, Boże miłosierdzie, nic więcej… Amen.
Wygłosił: o. Józef Węcławik svd

Nabożeństwa

Sprawdź godziny Mszy Świętych

Zobacz

Intencje parafialne

Konto budowy Kościoła

Budujemy nowy Kościół Parafialny w Kleosinie.

Zobacz